Co chwilę, co dzień, mam ochotę napisać coś na jakiś temat. Codziennie wydarza się coś, co kwalifikuje się do opisania na łamach „mindeksa”. Czasem uczestniczę w takim wydarzeniu, czasem jestem jego prowodyrem, czasem świadkiem. Czasem czytam o nim w prasie albo słyszę w radio. Czasem – wreszcie – chodzi tylko o komentarze tak zwanych ludzi do różnych sytuacji. Dziś spróbuję zebrać to, co pamiętam i napisać po kilka słów na każdy z tematów ostatnich dni.
Dlaczego piszę „tak zwanych ludzi”? Powiedziano kiedyś: „Człowiek – to brzmi dumnie”. Mając te słowa w pamięci nie mogę nazywać ludźmi tych, z których dumnym być nie mogę. No ale z drugiej strony… jest takich na świecie tak wielu, że uważam, że autor cytowanych słów (p. Gorki) nie do końca miał rację. „Człowiek” wcale nie brzmi dumnie. Albo tylko brzmi. Ale powodów do dumy tu niestety nie ma. Gdybym wiedział, że np. zwierzęta nas oceniają, to wstyd mi było przed nimi, że jestem człowiekiem.
W każdym razie ludzie komentują różne wydarzenia, artykuły, informacje. Dzisiaj skomentować można wszystko i może to zrobić każdy. Gdzie? Jak? A no oczywiście w Internecie. Czytam codziennie tzw. „prasę lokalną”, która pisze, co tam ciekawego w Lublinie (albo i co nieciekawego, bo czasem piszą o takich bzdurach, że śmiać się chce). Czytam też portal informacyjny, z informacjami z Polski i świata. Wszędzie można sobie komentować do woli. I nie dziwię się już wcale poziomowi komentarzy. Bowiem mam w pamięci znane dobrze słowa Lema, który stwierdził, że dopóki nie skorzystał z Internetu, nie wiedział, że na świecie jest tylu idiotów. Coś w tym jest. Mam też w pamięci fakt, że komentarze na Onecie (czyli chyba najczęściej odwiedzanym portalu w polskim Internecie) doczekały się już takiej sławy, że można mówić, że coś jest „głupie jak komentarze na Onecie”. Wcale nie lepiej jest na TVN24, Gazecie.pl (lubelskiej), Kurierze Lubelskim i Dzienniku Wschodnim. Więc głupota komentarzy i ich autorów jakoś tam po mnie spływa (czasami napływając mi np. do oka i powodując jego mocne pieczenie). Inaczej jest z cholerną tendencją Lublinian (ale nie tylko, bo czasem zdarza mi się przeczytać artykuł z Wrocławia, Poznania czy Warszawy) do narzekania. Cholerne, denerwujące, malkontenctwo przekracza tu chyba wszelkie granice. Narzeka się na wszystko i zawsze. Chyba dla zasady. Jak?
Władze Lublina remontują teraz kilka odcinków różnych dróg w mieście, w tym samym czasie wprowadzają strefę płatnego parkowania w centrum, budują nowe drogi dla rowerów, prowadzą kampanie zachęcające do przesiadania się z samochodów do MPK, pracują nad budową bus-pasów, wprowadzają „politykę rowerową”, „politykę parkingową”, prowadzą dialog ze społeczeństwem, z organizacjami pozarządowymi, stawiają stojaki rowerowe, kupują nowe autobusy miejskie (coraz nowsze, ładne), montują w tych autobusach wyświetlacze LCD, stawiają nowe słupki na przystankach itd. Widać, że „coś się dzieje” (cytując klasyka z kościelnej ambony). Prawda?
Gazety o tym oczywiście piszą. I teraz zaczyna się fajne. Gazeta pisze, że będą utrudnienia na Smorawińskiego, bo kładą tam nową nawierzchnię. Ludzie narzekają: „jak to? Jak mam dojechać do pracy? co to za pomysł, żeby wtedy remont robić?”. Innym nie podoba się, że muszą dłużej jechać do pracy, ale jednocześnie narzekają, że zostaje kawałeczek nieremontowanej nawierzchni (na wiaduktach, bo tam jest drogo remontować – mój przypis).
Dwa dni później gazeta pisze, że Miasto zaczęło akcję promującą dojazdy autobusami zamiast samochodami prywatnymi. Co się pojawia? Oczywiście narzekania. „po co?”, „dlaczego?”, „wyrzucanie pieniędzy” i obliczenia, które mają dowodzić, że bardziej opłaca się swoim samochodem plus „argumenty” przemawiające za tym, że swoim wygodniej. Pojawiają się ludzie, którzy piszą, że „starym Ikarusem nie jeżdżę”, „w smrodzie nie jeżdżę”, „w tłoku nie wsiadam” itd. A ja nie widziałem Ikarusa na ulicach Lublina już bardzo dawno. Za to widzę masę Mercedesów, nowych Autosanów i Solarisów. Już nawet Neoplany kupowane w latach 90 i Jelcze z tamtych czasów zdarzają się rzadko. Większość autobusów jest czysta, nowa, ładna w środku. Jeżdżę raz na jakiś czas, ale od daaaawna nie trafiłem na tłok ani na śmierdzących bezdomnych czy innych żuli. Fart? Przyznaję, że automaty do biletów nie działają, a kierowcy nie mają wydać, ale to sprawa mało ważna w sumie. Ja bowiem jeżdżę okazjonalnie, czasem „z zaskoczenia” (tzn. konieczność skorzystania z MPK mnie zaskakuje ;>) W autobusach są wyświetlacze pokazujące przystanki, reklamy i informacje ze świata, podpowiadające, kto ma dziś imieniny i mówiące, z jaką prędkością pojazd się porusza. Czasem widzę ludzi z książkami, uczących się lub czytających dla rozrywki.
Jakiś czas wcześniej, kiedy gazeta informowała o zakupie nowych autobusów dla MPK, oczywiście nie obeszło się bez narzekań. A to kolor zły, a to obicia w barwach miasta niepotrzebne, a to jeszcze coś tam. Kiedy ZTM zdecydował, że drzwi do autobusów będzie trzeba otwierać przyciskami (jak robi się w wielu miastach Polski i nie tylko), co da m. in. oszczędność ciepła w autobusach w zimie i „chłodu” w lecie, to co?… Oczywiście wielu się to nie podoba, bo „to obowiązek kierowcy”, bo „skąd mam wiedzieć, jakim guzikiem mam otwierać i kiedy?” i tak dalej.
Kiedy gazeta opisuje skończony remont dużego skrzyżowania, od razu pojawiają się „fachowcy”, którzy mówią: „tu brakuje rozbiegówki, tam pas jest za wąski, tutaj wyspeka za duża, co za dureń to projektował?” Ciekaw jestem, czy ci „fachowcy” zainteresowali się kiedykolwiek PLANAMI miasta na remonty i zaproponowali jakieś rozwiązania, które im wydają się sensowne. Pomijam już fakt, że skrzyżowanie dróg projektowali najpewniej inżynierowie, fachowcy, w oparciu o obowiązujące przepisy, a Internetowi „znawcy” zapewne są z wykształcenia teologami lub farmaceutami. Choć oczywiście rozumiem i zgadzam się, że czasem warto słuchać zwykłych użytkowników danych rozwiązań, by zrobić nowe rozwiązania takimi, aby były dla tych użytkowników przyjazne.
Miasto też to chyba wie. Wpada na pomysł uruchomienia specjalnej skrzynki e-mail do dialogu z mieszkańcami (dialog@lublin.eu). Ponoć urzędnicy przeczytają wszystko, co tam wpłynie, poinformują o tym odpowiednich kolegów, przekażą, sprawdzą, zajmą się, rozważą, rozpatrzą etc. Ale co robi obywatel miasta? Zamiast wysłać tam swój e-mail, komentuje w Internecie, że „Żuk (prezydent Lublina) uruchamia jakąś głupią skrzynkę, zamiast wziąć się do roboty i zmobilizować swoich urzędasów”, bo „gdyby ci nie parzyli kawy cały dzień, ale pracowali, to byłoby dobrze”. No jasne. Najlepiej oceniać coś, nie mając o tym najmniejszego pojęcia. Zgodzę się oczywiście, że zapewne w każdym urzędzie, czy każdym wydziale UM Lublin znajdą się źle, nieefektywnie, pracujący ludzie. Ale GDZIE TAKICH NIE MA? Czy ten, kto komentuje w ten sposób w Internecie, wykonuje swoją pracę sumiennie i rzetelnie? Wątpię. Więcej! NIE WIERZĘ, że jest „święty”. Ale wiadomo – belki u siebie nie, ale drzazgę u innych już widzimy ;)
Ale jak pisze się w prasie, że Straż Miejska będzie bardziej skrupulatnie podchodziła do obowiązków i srogo karała nieprzepisowo parkujących kierowców, to oczywiście podnosi się lament, że dlaczego, że z jakiej racji, że niech się lepiej zajmą czymś bardziej pożytecznym. Oczywiście jeden z drugim baran bez wyobraźni nie uświadamia sobie, że parkując np. na skrzyżowaniu czy przed przejściem dla pieszych może przyczynić się do groźnego wypadku. Nie mówię już o tym, że zupełnie nie rozumiem narzekania na wysokość mandatów, czy opłat za odholowanie źle zaparkowanych aut. Przecież wiadomo, że dotyczą one tylko tych, którzy na to zasługują.
Nie chce mi się przytaczać teraz większej liczby przykładów zbyt szczegółowo. W każdym razie nie podoba się, że:
- budują lotnisko (bo będzie głośno, bo wycięli las, bo po co nam lotnisko, bo wyrzucone pieniądze),
- robią trasę ekspresową (bo za wolno, bo objazdy, bo utrudnienia),
- zatrudniają nowych policjantów (bo za dużo, bo będą kolejni „uprzywilejowani”),
- robią infrastrukturę rowerową (bo „pół roku w Polsce się nie jeździ” /tymczasem jest połowa listopada, a ludzie jeżdżą w najlepsze. A ja widzę jeżdżących po mieście nawet w 30 centymetrowym śniegu./)
- remontują, budują, unowocześniają,
- nie remontują, nie budują, burzą,
- pytają mieszkańców o zdanie,
- nie pytają mieszkańców o zdanie,
- nie budują parkingów,
- budują parkingi nie tam gdzie by się tego chciało,
- chcą wprowadzać bus-pasy
- nie ma bus-pasów (komunikacja miejska jest wolna),
- […]
Można by wymieniać w nieskończoność. Zawsze jest źle. I nie da się nigdy dogodzić. Szczerze współczuję władzom miasta – prezydentom, którzy chcą coś robić, a słyszą tylko narzekania, czy radnym, którzy muszą wybierać przy głosowaniu nad budżetem, którą inwestycję zrealizować.
Nie wiem na pewno, ale domyślam się, że najwięcej narzekają ci, którzy płacą najmniejsze podatki, ukrywają dochody w szarej strefie i ci, którzy sami nigdy nie podejmują żadnych działań w kierunku stworzenia czegokolwiek dla społecznego dobra. A. I mocno mnie śmieszy, jak ludzie oburzają się, że władze np. „słuchają rowerzystów i współpracują z nimi, tworząc proponowane przez nich rozwiązania”. Skoro rowerzyści przychodzą do władz i proponują to, co dla nich dobre, to chyba świetnie, że władze przystają na te propozycje. Gdyby „samochodziarze” przyszli i powiedzieli, co by chcieli, pewnie byłoby podobnie. Rzecz w tym, że… nie przychodzą.
Kolejna rzecz, o której chciałem napisać, to krótka historyjka spod reala. Przyjechałem z żoną po jakąś drobną rzecz, której nie kupiliśmy w poprzednim sklepie. Zostałem w samochodzie. Dzwoniłem do znajomej, żeby potwierdzić godzinę wieczornego spotkania. Z samochodu widziałem, jak małżeństwo około 50 r. życia wyszło ze sklepu i zostawiło wózek sklepowy przy jego ścianie, jakieś 15 metrów od wiaty na te wózki. Zostawili i podeszli do swojego samochodu. Zauważyłem, że „pan” (bo obok pana to on nawet nie stał) ma na sobie „garnitur”, białą „koszulę” i krawat oraz „gustowną” skórzaną kurtkę. Żonie się nie przyjrzałem. Wyszedłem z samochodu, podszedłem do nich, poprosiłem znajomą, by chwilę poczekała na linii i pytam „pana”, dlaczego zostawił wózek pod ścianą, zamiast odprowadzić na miejsce. A on w odpowiedzi pyta mnie (bo nie uczono go pewnie, że pytaniem na pytanie się nie odpowiada), co mi to przeszkadza i czy ja te wózki sprzątam. Odpowiadam, że nie, ale że jest to zachowanie chamskie i nieładne. On – potwierdzając swoje podejście do ludzi – odwraca się do mnie plecami i chce wsiadać do samochodu. Ja – wkurzony i spieszący się, by powrócić do mojej rozmowy telefonicznej – dodaję tylko: „jesteś pan cham”, celowo stosując taką konstrukcję, czyli „nie na ty, ale jednak nie do końca na pan”. On odwraca się, plącze mu się język, oburza się, unosi, zawiesza się na chwilę, nie może złapać oddechu, czy coś i mówi coś, czego już nie pamiętam. Ja dodaję jeszcze: „i krawat nic tu nie zmienia”. On – jeszcze bardziej wkurzony – mówi do mnie (oczywiście na ty): „zaraz Ci pokażę chama, zaraz dam Ci chama”. Ja wtedy (przekonany, że już nie musi nic pokazywać, bo zrobił to przecież chwilę wcześniej, a jednocześnie wciąż w pośpiechu i lekko przez to rozkojarzony, nie zauważając od razu, że mówi do mnie na ty), odpowiadam: „proszę bardzo. Czekam, co pan zrobi”. On – bez jakichkolwiek już argumentów, bez pomysłu na dalszą rozmowę, wsiada do samochodu, parskając dziwnie pod nosem. Żona z nim. Ja wracam do rozmowy i swojego samochodu. Oni odjeżdżają, on rzuca mi jeszcze groźne spojrzenie :) Koszyk zostaje pod ścianą, za czas jakiś zabierają go przypadkowi klienci – starsi państwo. Fart, ale wcale nie usprawiedliwia to tych, którzy go zostawili „gdzie popadło”. „Państwo” mieli rejestrację lubelską. Nową, bardzo nową, ale lubelską. To jednak o NICZYM nie świadczy. Nie jest bowiem ważne, czy dopiero sprowadzili się z maleńkiej wsi gdzieś daleko od cywilizacji, czy urodzili się w mieście. Tak czy inaczej nie mają pojęcia o dobrych zasadach współżycia w społeczeństwie.
Codziennie tysiące ludzi ma „w poważaniu” innych. Codziennie zostawiają koszyki pod sklepem byle gdzie, parkują byle jak, jeżdżą niezgodnie z przepisami, wpychają się, zastawiają na parkingach etc. Wszyscy się tylko spieszą i mają wrażenie, że wszystko im się należy. Że oni są najważniejsi, że oni tylko mają rację i że wyłącznie ich potrzeby się liczą. Wszyscy są egoistami i wielkimi egocentrykami. Niby żyją w społeczeństwie, niby mają pracę i jakoś funkcjonują. Ale nie szanują innych ludzi. Gardzą nimi, często nieświadomie. Dlaczego nieświadomie? Bo w ich świadomości nawet nie pojawia się ktoś taki jak „drugi człowiek”. Oni tylko żądają, chcą, oczekują. Dla siebie. Od siebie nie dają nic. A jeśli już dają, to tylko to, co muszą (i to też bardzo niechętnie, psiocząc przy tym niejednokrotnie).
I myślicie, że dobrze to wróży temu miastu? Państwu? Kontynentowi? Światu? Ja myślę, że nie. Mamy roszczeniowych Greków, którzy brali co się dało, a nie dawali od siebie nic. Oszukiwali gdzie i jak się dało, a teraz są nagle niezadowoleni na swoje władze. Ale nie nauczymy się na ich błędach i swojego podejścia nie zmienimy. Gorzej. Pewnie nie nauczymy się też na swoich błędach. I narzekać oraz oczekiwać będziemy zawsze. Od innych oczywiście, no bo czemu niby mielibyśmy oczekiwać czegoś od siebie?
Miałem napisać jeszcze o paru rzeczach, ale to przełożę na inny termin. Chyba i tak już sporo nabazgrałem ;)
Za chwilę „długi weekend”. Czekam na kolejne narzekania.
Tagi: cham, chamstwo, dialog w Lublinie, długi weekend, inwestycje w Lublinie, jazda polska, kryzys w grecji, krzysztof żuk, kultura na drodze, malkontenci, malkontenctwo na wschodzie, narzekanie, prezydent lublina, real, tysiąc spraw, usposobienie polaków, wózki pod marketami, wschodnia polska